Dawno temu, u zarania internetu, rezerwowanie biletów lotniczych za pośrednictwem sieci polegało na odwiedzaniu poszczególnych stron WWW linii lotniczych, sprawdzaniu dostępności, połączeń, godzin i cen oraz porównywaniu jednych z drugimi. Podobnie było z rezerwowaniem noclegów. Czynności te były czasochłonne i niejednokrotnie frustrujące, ale ogólnie zdawały egzamin.
Niedługo potem okazję do uproszczenia tego procesu (oraz zarobienia sporych pieniędzy) wykorzystało wiele serwisów internetowych, takich jak Expedia, Travelocity czy Booking (wtedy jeszcze z literką „s” na końcu). Ich strony gromadziły dostępne informacje na temat połączeń lotniczych i hoteli (z czasem także niektóre z nich samochodów na wynajem, rejsów statkami oraz pobytów wakacyjnych) w jednym miejscu. Był to, rzecz jasna, znaczny postęp chociaż strony te wciąż nie prezentowały całego wachlarza możliwości, a jedynie oferty tych dostawców usług, z którymi miały podpisane umowy prowizyjne. Dodatkowo użytkownik, aby przeczytać opinie np. o danym hotelu musiał w tym celu odwiedzać inne strony (przede wszystkim Tripadvisor’a, od momentu gdy ta strona ruszyła w 2000 r.), a więc cały proces nadal polegał na przeglądaniu co najmniej kilku stron internetowych i porównywaniu danych z kartką papieru i ołówkiem w ręce…
Metawyszukiwarki na start!
Mniej więcej wtedy gdy startował Tripadvisor, prawie niezauważone rozpoczęły działalność Farechase i Sidestep, czyli dwa serwisy internetowe należące do pionierskiej grupy metawyszukiwarek. Jak się później okazało, ich pojawienie się miało zmienić sposób w jaki dziś wyszukujemy i rezerwujemy podróże. Początki były jednak bardzo trudne i pierwsze starcie z OTAs (Online Travel Agencies), czyli internetowymi pośrednikami, uznano za przegrane a metawyszukiwarki wróciły do podziemia (czy raczej do garażu).
Ponowna, i jak się później miało okazać, tym razem skuteczna ekspansja zaczęła się pięć lat temu wraz z nadejściem drugiej grupy porównywarek. Na jej czele znalazł się serwis Kayak założony w 2004 r. przez m.in. byłych pracowników Orbitz, jednego z największych amerykańskich pośredników typu OTA.
Pojawienie się tych serwisów wydawało się oczywistą okazją dla dostawców (tj. linii lotniczych, hoteli), którzy dzięki metawyszukiwarkom uzyskiwali bezpośredni kontakt z użytkownikiem, z pominięciem OTA i ich prowizji. Co ciekawe, pośrednicy widząc migrujący ruch na strony metawyszukiwarek sami szybko zaczęli się w nich masowo promować i obecnie są istotnym beneficjentem tych systemów. O ile w Polsce tego typu porównywarki są wciąż marginalnym zjawiskiem (przed rokiem wystarowała metawyszukiwarka hoteli www.hotelcalculator.com, a przed paroma tygodniami ruszył pierwszy kompleksowy serwis porównawczy www.obibuk.pl, porównujący ofertę linii lotniczych, hoteli, samochodów na wynajem i rejsów statkami pasażerskimi), o tyle w USA te serwisy (głównie Kayak, Sidestep i Mobissimo) gromadzą już ok. 10 milionów użytkowników miesięcznie.
Metawyszukiwarki 1.0 – gdzie taniej?
Metawyszukiwarka lotów i/lub hoteli to specjalistyczny “search engine”, który wysyła zapytanie użytkownika do wielu baz danych. Następnie rezultaty są agregowane w jedną listę rezultatów, która może być dowolnie filtrowana przez użytkownika według różnych atrybutów usługi, ale przede wszystkim według jej ceny.
Pierwsze metawyszukiwarki działały na zasadzie tzw. screen scraping’u czyli zczytywania (dosłownie: zeskrobywania) danych z ekranu, często bez zgody dostawców. Obecnie screen scraping jest zastępowany bezpośrednim dostępem do baz danych, choć jeszcze w ubiegłym roku było głośno na temat sporów tanich linii Ryanair z holenderskim portalem BravoFly oraz z porównywarką Kayak. Irlandzki pośrednik chciał anulować rezerwacje dokonane za pośrednictwem tych stron, argumentując, że zczytywanie danych ma charakter komercyjny, a ten sposób korzystania ze strony ryanair.com jest zabroniony przez jej regulamin.
Podstawową zaletą metawyszukiwarek nad wcześniej dostępnymi rozwiązaniami jest fakt, że wyniki zapytania są od razu porównywane ze sobą, a użytkownik nie musi odwiedzać wielu różnych stron. To odróżnia je od serwisów pośredników internetowych, które od momentu powstania pod koniec lat 90-tych, praktycznie nie zmieniły swego sposobu działania i są zaprojektowane do sprzedawania usług znajdujących się w asortymencie agentów, raczej niż do pomagania użytkownikowi w wyborze rzeczywiście najlepszej oferty.
Jaka jest więc przyszłość porównywarek?
Metawyszukiwarki 2.0 – wyszukiwanie semantyczne
Z danych Kayak wynika, że aż co piąty użytkownik serwisu wcale nie wybiera najtańszego wyniku porównania ale droższą ofertę, kierując się lojalnością do konkretnej marki lub jej postrzeganą wartością. Te 20% użytkowników wymaga, aby udoskonalać wyniki porównywania czyli umożliwiać porównywanie innych niż cena atrybutów usługi. I tak dzisiaj, porównywarki umożliwiają już filtrowanie wyników wyszukiwania według m.in. ilości przesiadek czy długości trwania lotu w przypadku linii lotniczych, a także ilości gwiazdek i lokalizacji w przypadku hoteli. Co więcej, zaczynają pojawiać się serwisy (np. Uptake.com), które porównują także recenzje użytkowników na temat pobytu w danym miejscu lub hotelu.
To jednak wciąż tylko zbieranie danych. A co, gdyby zadać wyszukiwarce bardziej złożone pytanie?
Powiedzmy, że „z Krakowa chcemy wybrać się do Nowego Jorku i spędzić pięć nocy w hotelu zlokalizowanym w pobliżu Empire State Building”, dodatkowo określając budżet zarówno na podróż samolotem jak i pobyt w hotelu. Wyszukiwarka nie tylko zrozumie to zapytanie, ale i odpowiednio przeanalizuje wszystkie dane, wybierając tylko te opcje które są dostępne we wskazanych przez nas terminach i według naszych wymagań.
Ta wciąż futurystyczna wizja opiera się na założeniach sieci semantycznej (ang. semantic web), która jest w trakcie opracowywania od końca lat 90-tych. Semantyka to dyscyplina naukowa zajmująca się badaniem znaczenia słów, czyli interpretacją znaków oraz zdań i wyrażeń językowych. Za twórcę sieci semantycznej uważa się samego Timothy Berners-Lee – twórcę WWW i pierwszej przeglądarki internetowej. Różnica pomiędzy sposobem przekazu danych, który znany jest nam dzisiaj jest taka, że dane przesyłane w semantic web będą „rozumiane” przez komputery. Maszyny będą w stanie połączyć ich znaczenie między sobą także w ramach odpowiedniego kontekstu (czyli np. rozpoznać, że dany ciąg liczb to kod pocztowy hotelu, a nie np. jego numer telefonu). Przekaz informacji wymagać będzie więc nie tylko samych danych, ale także informacji o tych danych (a więc tzw. metadanych), które opisywałyby relacje między danymi oraz prawa logiki, które można do nich zastosować. Taki sposób przetwarzania informacji umożliwi powiązanie znaczeń, a nie, jak dotąd, słów kluczowych. Tym samym, w ramach odpowiedzi na zadane przez nas zapytanie otrzymamy od maszyny konkretną odpowiedź, a nie listę będącą zestawieniem dziesiątek wyników wyszukiwania.
Rozpoznawanie znaczenia naszych zapytań przez komputery to bez wątpienia przyszłość nie tylko turystyki online, ale i sposobu w jaki wykorzystywać będziemy już wkrótce internet i komputery. W celu wykazania, że nie jest to jednak, aż tak odległa przyszłość, jak niektórzy z nas mogliby sądzić, zachęcam do zapoznania się z tym niepozornym przewodnikiem opublikowanym w maju br. (a więc jeszcze ciepłym!) przez Google na temat stosowania metadanych dla recenzji zamieszczanych na stronach m.in. z treściami turystycznymi.
Mam wrażenie, że już wkrótce równie trudno będzie nam uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno temu odwiedzaliśmy dziesiątki różnych stron internetowych i własnoręcznie porównywaliśmy wyniki wyszukiwań, jak i w to, że we wczesnych latach 90-tych, aby sprawdzić dostępność połączeń lotniczych trzeba było osobiście pofatygować się do biura podróży, a następnie zakupić papierowy bilet… |